W BHP bardzo dużo mówi się o ryzyku. Do tego stopnia, że jego znaczenie zaczyna się rozmywać.
Ryzyko jest punktem wyjścia praktycznie do wszystkiego: analizy zagrożeń, dokumentów, procedur, doboru środków technicznych czy organizacyjnych. Stało się wręcz branżowym must have. I oczywiście – to dobrze. Problem polega na tym, że ryzyko samo w sobie nie musi być czymś złym.
Gotowość do podejmowania ryzyka to fundament przedsiębiorczości, innowacji, a nawet zwykłego „wychodzenia ze strefy komfortu”. Bez niej nie byłoby rozwoju – ani biznesowego, ani osobistego.
A jednak, gdy mówimy o wypadkach przy pracy, od lat niekwestionowanym „liderem statystyk” są nieprawidłowe zachowania pracowników. No właśnie.
Ale czy to naprawdę zachowania ryzykowne są problemem? I co w ogóle rozumiemy przez „ryzyko” w kontekście wypadków?

pracownika było dominującą
przyczyną wypadków przy pracy
(42,3%). GUS, dane z roku 2024.
Ryzyko a impulsywność – dwa różne światy
Coraz częściej dochodzę do wniosku, że w praktyce BHP mylimy dwie zupełnie różne rzeczy:
- skłonność do ryzyka
- impulsywność
A to błąd.
Impulsywność, rozumiana jako cecha (lub wymiar) osobowości, jest pojęciem psychologicznym i – jak to w psychologii – dość złożonym. Operacjonalizacja cech to temat dyskusyjny, ale nie zmienia to faktu, że impulsywność realnie wpływa na sposób działania człowieka.
I co ważne, ten temat w BHP praktycznie nie istnieje, a zdecydowanie warto się mu przyjrzeć. Bo jeśli zaczniemy rozumieć dlaczego ludzie zachowują się w określony sposób, być może będziemy też lepiej obserwować środowisko pracy, zamiast reagować dopiero po wypadku.
Moja teza (być może kontrowersyjna)
Wypadki wynikające ze „złego zachowania pracownika” częściej są efektem impulsywności, a nie skłonności do ryzyka.
To są zupełnie różne pojęcia.
Dla jasności:
Impulsywność odnosi się do działania bez zastanowienia i bez rozważania konsekwencji.
Skłonność do ryzyka odnosi się do podejmowania ryzyka w sposób świadomy i celowy, z pełną świadomością możliwych zagrożeń.
To rozróżnienie pojawia się m.in. w koncepcji Hans J. Eysenck i Sybil B. G. Eysenck (kwestionariusz IVE), ale… moja praca dyplomowa, która pierwotnie miała badać właśnie te zależności w zakładzie pracy, nigdy nie wyszła poza etap koncepcji.
Dlaczego? Bo:
- znalezienie odpowiedniej próby badawczej w zakładzie pracy graniczy z cudem,
- testy psychologiczne + jawna zgoda + pełna informacja o celu badania to etyczny standard,
- a poinformowanie pracownika, że będziemy badać jego impulsywność, żeby sprawdzić, czy nie podnosi ryzyka u pracodawcy…no cóż – wyobraźnia podpowiada, że związki zawodowe szybko zaprosiłyby mnie na kawę i ciastko. Być może ostatnie w moim życiu 😉
Na szczęście na uczelni było zrozumienie, a nawet poparcie. Być może kiedyś do tego wrócę. Dziś zostaję przy refleksji – praktycznej i użytecznej.
Jak może przejawiać się impulsywność w pracy?
Jeśli zgodzimy się, że impulsywność ma znaczenie dla bezpieczeństwa, to warto wiedzieć na jakie zachowania zwracać uwagę.
Nie po to, by diagnozować. Tylko po to, by uważniej obserwować. Przykłady zachowań, które mogą mieć charakter impulsywny:
- nerwowe reakcje na uwagi przełożonych
- impulsywne konflikty z zespołem
- brak komunikacji przed działaniem
- samodzielne decyzje poza zakresem uprawnień
- jazda wózkiem widłowym z nadmierną prędkością
- gwałtowne manewry, brak sygnałów ostrzegawczych
- wchodzenie pod wiszący ładunek
- decyzje podejmowane „na gorąco”
- działanie pod wpływem frustracji lub pośpiechu
W ujęciu ogólnym:
Impulsywność w środowisku przemysłowym przejawia się w działaniu bez wcześniejszego namysłu, pomijaniu zasad i reagowaniu pod presją, co zwiększa ryzyko zdarzeń niepożądanych – niezależnie od branży.
Bardzo ważne zastrzeżenie
Wszystkie powyższe zachowania mogą wynikać z wielu innych czynników:
- organizacyjnych,
- środowiskowych,
- presji czasu,
- kultury pracy,
- stylu zarządzania.
Nie wolno diagnozować impulsywności na tej podstawie. Można jedynie zachować czujność, zwłaszcza gdy takie zachowania są względnie stałe w czasie.
Być może wtedy warto rozważyć:
- zmianę zakresu obowiązków,
- inne stanowisko,
- ograniczenie ekspozycji na zadania wysokiego ryzyka.
Sam widziałem kierowcę wózka widłowego, który traktował swoją pracę jak tor Formuły 1, szczególnie gdy miał „publiczność” w postaci młodszych kolegów. To nie był brak wiedzy. To był styl reagowania.